Jak to się stało, że zainteresowałeś się hodowlą ryb?
- Zobaczyłem akwarium u kolegi. To było tak dawno, że nawet nie pamiętam jak on miał na imię. Miałem wtedy z dziesięć lat.
I odtąd już jak w bajce nic innego nie robiłeś, tylko zajmowałeś się rybkami?
- Niestety nie, potem miałem długa przerwę. Wróciłem do hobby dopiero jak ustabilizowała mi się sytuacja rodzinna. To było z osiem lat temu.
Wtedy po raz pierwszy w Twoim akwarium pojawiły się pyszczaki z Malawi.
Dlaczego właśnie one?
- Zobaczyłem zbiornik 600 litrów z pyszczakami z Malawi u wdowy po znanym akwaryście suwalskim, Kajetanie Górniaku. Pomagaliśmy jej utrzymać akwaria.
Musiały Cię urzec, bo wkrótce sam założyłeś akwarium z pyszczakami...
- To był zbiornik dla żony. Były w nim pyszczaki zebra red-red i... pielęgnice niebieskołuskie.
Przeżyły razem?
- Tylko dlatego, że po jakiś dwóch miesiącach oddałem niebieskołuskie koledze. Szkoda mi ich było, pyszczaki zebry rozstawiały je po kątach. Na miejsce niebieskołuskich trafiły auratusy.
Kupowałeś te ryby?
- Raczej dostawałem od znajomych, pyszczaki od Andrzeja
Szumskiego, który od dawna je hodował.
Wychowane przez Ciebie pyszczaki też poszły w świat...
- Wiele trafiło do znajomych, w tym także do Pani Górniakowej. Tylko niektóre umarły tam ze starości, część zginęła śmiercią ,,bohaterską z pyska'' crabro...
Jej ryby zabiły Twoje?
- Nie to były moje crabro. U mnie były spokojne jak baranki. Rogi pokazały dopiero w dużym zbiorniku.
Ale mimo agresji z crabro nie zrezygnowałeś.
- Tak, oprócz M. crabro mam obecnie także P. saulosi i M. zebry blue-red. A od kilku dni młode L. sp. hongi, D.
commpreciseps, C.boadzulu i C.moorii.
Czyli twoja ,,miłość'' do pyszczaków z Malawi nie słabnie. Co w nich jest takiego, że właśnie je hodujesz?
-
Charyzma? Duma? Trudno powiedzieć. Choć to nieco wyświechtane określenie - one mają po prostu w sobie to ,,coś''...