|
Pseudotropheus
saulosi
Mimo dosyć mocnego wiatru osiągnęliśmy cel podróży w ciągu godziny. Przewodnicy zapewnili, iż dotarli we właściwe miejsce, jednak zakotwiczenie było niemożliwe nawet przy 40 metrowej długości kotwicznego łańcucha. Wiatr od południa wzmagał się. Zanurzając się w wodzie ze zdziwieniem odnotowaliśmy znaczny prąd wody znoszący nas w przeciwną stronę aniżeli kierunek wiatru. Prąd tak silny, że ledwie umożliwiający przełamanie jego oporu. Postępując wolno ku głębinie, będąc na 7 metrze toni dostrzegłem skały, ale zajęło mi sporo czasu nim zdołałem je uchwycić ustrzegłszy się w tym samym przed walką z nurtem przepływającej wody. Tu musiałem pozostać nie mogąc wyrównać wysokiego ciśnienia w uszach. Pech musiał kiedyś nas dopaść po 60 godzinach spędzonych pod wodą bez najmniejszych nawet potknięć, ale stało się to akurat teraz. Utknąemł czekając z nadzieją na wyrównanie ciśnienia i obserwując znaczne grupy malutkich, jasnożółtych mbuna zmagających się z prądem wody ponad wielkimi głazami. Był to jedyny zaobserwowany przeze mnie gatunek, co nasunęło refleksję, że jedynie te rybki są w stanie stawić czoła wyjątkowym warunkom. Po około 10 minutach ból w uszach wywołany ciśnieniem stał się nie do zniesienia i rozpocząłem podróż ku powierzchni. Zajęło chwilę nim zorientowałem się gdzie znajduje się łódź dryfująca na falach i zmagająca się z wiatrem. Justus i jego kompani zmuszeni byli nieustannie krążyć wokół miejsca gdzie schodziliśmy w toń jeziora. Wszystko to podyktowane było warunkami panującymi w tej jego części: rwący prąd i wiatr wiejący jemu na przekór. Po chwili wynurzył się Saulos prosząc o sieć. Nie zabrał jej ze sobą ze względu na niekorzystne okoliczności nurkowania. Kolejnym na powierzchni był Walter opowiadający o żółtej mbuna i pięknej Aulonocara steveni, której nie zdołał sfotografować przy tak silnym nurcie wody. W kilka chwil później Saulos był już na powierzchni z pojemnikiem zawierającym kilka sztuk nowego gatunku ryb, a my w ekscytacji przyglądaliśmy się temu trofeum. Następnego dnia Walterowi udało się sfotografować przedstawicieli nowo odkrytego gatunku w ich naturalnym środowisku. W 1990 opisałem cytrynowe mbuna jako Pseudotropheus saulosi w hołdzie dzielnemu odkrywcy. W grudniu 1990 roku ponownie odwiedziłem rafę. Pogodna była znacznie bardziej sprzyjająca, a moje uszy mniej wrażliwe. Taiwan Reef może być bardzo rozległa ale jedynie mały skrawek znajdujący się powyżej 50 metra głębokości jest osiągalny dla wypraw płetwonurków. Pseudotropheus saulosi znajdował się na głębokości 7-15 metrów. Pojawiał się większymi grupkami, składającymi się z żółtych osobników przeszukujących osad biologiczny pokrywający skały. Okazało się, że to samice, ale mogą się także miedzy nimi pojawiać niewybarwione samce. Dominujące samce można spotkać nieczęsto w pobliżu skalnych krawędzi, podwodnych grot i pośród kamieni tworzących rafę. Pięciocentymetrowe osobniki wykazują już dojrzałość i są aktywne płciowo. Od chwili odkrycia
Pseudotropheus saulosi
jest mieszkańcem stawów hodowlanych Stuarta Granta,
w których z powodzeniem odbywa tarło. Jak wiele z odmian mbuna nie
przejawia
dużych wymagań w hodowli i najlepiej czuje się w niewielkich grupach.
Narybek,
młode osobniki oraz samice prezentują nasyconą pomarańczowo-żółtą barwę
przywołujący na myśl bogactwo kolorów opakowań Kodaka. Samce są
błękitne z
szerokimi, czarnymi pręgami i tej samej barwy znaczeniem płetwy
grzbietowej. Ze
względu na niewielkie rozmiary (najmniejszy gatunek ze wszystkich
niebiesko
ubarwionych mbuna) i atrakcyjną kolorystykę, Pseduotropheus saulosi cechuje się
potencjałem mogącym zaowocować dużą
popularnością wśród miłośników pielęgnic.
![]() Pseudotropheus saulosi - samiec adorujący samicę, Taiwan reef, Lake Malawi. Ad Konings ARCHIWUM 2000-2006 © Copyright info: PolskieMalawi |
Artykuł
ten ukazał się na The Cichlid Room Comapnion,
tu
zaś prezentowany jest za zgodą autora. |