Moje domowe Malawi

Nie pamiętam już kiedy zaczęła się moja przygoda z rybami. Od zawsze w naszym domu były różne zwierzęta, w tym także ryby...

Jakiś czas temu w jednym akwarium mojego ojca znalazły się paletki i pyszczaki. Wiedziałem, że coś tu nie pasuje i postanowiłem przygarnąć kilka rybek. Było to cztery lata temu. Wtedy jeszcze niewiele o nich wiedziałem. Trochę poczytałem w prasie akwarystycznej, trochę w Internecie i stworzyłem im warunki, które - jak wydawało mi się - będą dla nich odpowiednie. Wszystko było na dobrej drodze do... nieszczęścia. Akwarium nie było zupełnie nieprzystosowane do wymagań ryb z jeziora Malawi. Dopiero dalsze zgłębianie wiedzy uświadomiło mi, jak bardzo się myliłem. W tym samym czasie zaczęła się moja przygoda z serwisem www.malawi.pl i Klubem Malawi. Zdobyte w gronie klubowym wiadomości przyczyniły się do powstania akwarium, którego już nie musze się wstydzić.

Rozmiar: 40261 bajtów

Zbiornik ma wymiary 120 x 40 x 40 cm. Wyposażony jest w dwa rodzaje filtrów: wewnętrzny i zewnętrzny kubełkowy. Ciepło zapewniają grzałki o łącznej mocy 150 W sterowane zewnętrznym termoregulatorem. Oświetlenie stanowią dwie świetlówki 30 W i żarówka energooszczędna 11 W jako oświetlenie "przejściowe". Czasem pracy oświetlenia sterują zegary. Dekoracje w głównej mierze stanowią skałki przywiezione z gór oraz piaskowce. Dno wysypane jest piaskiem zmieszanym z resztkami białego żwirku, który kiedyś pokrywał znaczną cześć dna. Są też rośliny, ale jakoś nie rosną zbyt dobrze w towarzystwie moich ryb. Tło wykonane zostało ze styropianu odpowiednio wyprofilowanego i polakierowanego. Znajduje się ono poza akwarium.

Z pierwotnego składu pozostały jeszcze trzy ryby. Pozostałe zostały z czasem dokupione lub też urodziły się w moim akwarium. W chwili obecnej są to: Maylandia estherae "red-red", Maylandia crabro, Cynotilapia afra, Pseudotropheus elongatus "chewere" i Pseudotropheus tropheops. Oczywiście nie ominęły mnie różne "rybie tragedie" związane z chorobami i walkami o dominację. Ale to zwykle musi przeżyć każdy hodowca. Z czasem sytuacja się uspokoiła i jak na razie jest względny spokój. O ile w przypadku pyszczaków z jeziora Malawi można mówić o spokoju. Nieco więcej na temat mojej przygody z rybami (i nie tylko) można przeczytać na mojej stronie internetowej www.peet-peet.republika.pl

Piotr Pogorzałek

 

 

ARCHIWUM 2000-2006 © Copyright info: PolskieMalawi

 

Artykuł pierwotnie ukazał się w "Magazynie Akwarium"