AKWA PRZYGODY

Łakomstwo nie popłaca

Jak powszechnie wszystkim wiadomo, Labidochromis caeruleus uchodzą za jedne z najspokojniejszych pyszczaków z grupy Mbuna. To całkowita prawda, że są spokojne a nawet płochliwe, nie szukają zwad ani kłótni w zbiorniku. W moim akwarium pływa stadko złożone z 10 osobników – młodzież. Pływają wspólnie z innym gatunkiem z jeziora Malawi, którym jest Cynotilapia afra  - 1 samiec i 2 samiczki. Labidochromis caeruleus to taki pyszczak o wyglądzie i duszy aniołka. Ciągle ma minę słodkiego  niewiniątka. Ja jednak u swych L. caeruleus "yellow" odkryłam ciche instynkty łowieckie i straszną żarłoczność.

Pewnego razu niczego nie podejrzewając, zdecydowałam się na wpuszczenie do zbiornika podrośniętego narybku C. afra. Młode rybki odchowały się już w 60-litrowym przedszkolu i osiągnęły wymiar ok. 2,5 cm. Uznałam, że to odpowiednia pora, aby młode pyszczaki zapoznały się ze społecznością dużego zbiornika. By mogły zawczasu nabrać odwagi i nauczyć się żyć w rybim społeczeństwie. Było to pierwsze potomstwo młodej pary Cynotilapia afra, które odchowałam w osobnym zbiorniku. "Yellow" wtedy około 7 cm. Były jeszcze młode i nie podchodziły do tarła. Jedynie silniejsze samce próbowały swych sił w zalotach do samiczek, ale niezbyt im to wychodziło. Tak więc w zbiorniku były ryby młode i spokojne, dużo kryjówek i kilka kęp kryptokoryny. Wszystko wydawało się być w porządku.

Wieczorem, po obfitszym karmieniu, gdy zgasło światło nad zbiornikiem, zdecydowałam się na wpuszczenie do zbiornika 30 młodych C. afra. Na początku wszystko odbywało się zgodnie z planem. Starsze ryby stały nieruchomo i nie zwracały uwagi na małych nowych mieszkańców.  Młode C. afra spokojnie, bez popłochu rozpłynęły się po całym zbiorniku a potem pochowały się w zakamarkach skalnych i roślinnych.

Jednak po około 15 minutach zauważyłam wielkie poruszenie w zbiorniku. "Yellow" urządziły ciche polowanie o zmroku. Po tych właśnie rybach najmniej bym się spodziewała takiego zachowania. Wszystkie żwawo pływały i penetrowały każdy zakamarek wyłapując i pożerając podrośnięte C. afra. Po chwili zauważyłam, że jeden z L. caeruleus był tak pazerny, iż połakomił się na sporo podrośniętego malucha. Młoda afra była na tyle duża, że utkwiła mu w pyszczku. Nie mógł jej przełknąć ani wypluć. Pływał tak z wystającym ogonkiem przez jakiś czas i zauważyłam, że zaczyna słabnąć. Wiedziałam, że się meczy i może nawet się udusić. Postanowiłam odłowić łakomczucha. Oczywiście w urządzonym akwarium pełnym kryjówek nie jest to proste. Po wielu nieudanych próbach musiałam wyciągnąć wszystkie dekoracje i rośliny i dopiero wtedy dał się złapać. Już był mój. Wyciągnęłam go na powierzchnię, delikatnie rozszerzyłam pyszczek i pociągnęłam za wystający ogonek. Młoda afra wyszła z pyszczka, a właściwie to co z niej zostało. Była już martwa... Wszystko to odbywało się w wielkiej konsternacji, ze wstrzymanym oddechem, aby nie uszkodzić ryby.  Łakomczucha po przejściach wsadziłam szybko do wody, by nie nałykał się powietrza i nie przesechł. Po chwili pobytu w wodzie doszedł do siebie i zaczął normalnie oddychać.

Morał z tego taki: „że łakomstwo nie popłaca”. Mój Labidochromis caeruleus przekonał się o tym na własnej skórze, a właściwie... na własnym pyszczku.

 

Wykorzystując fakt, iż wszystkie dekoracje były wyciągnięte, wyłowiłam z powrotem pozostałe przy życiu młode Cynotilapia afra i ponownie umieściłam je w przedszkolu. Niestety, pozostało ich tylko 14 szt. W osobnym akwarium przebywały jeszcze jakiś czas, aż podrosły o kolejny centymetr. Wtedy trafiły do ogólnego zbiornika do "yellow" i swoich  rodziców. Już nic im nie zagrażało - ryby nie przejawiały żadnych instynktów łowieckich, a młodzież dorastała spokojnie.

Izabela Januszewska

 

 

ARCHIWUM 2000-2006 © Copyright info: PolskieMalawi

 

AKWA PRZYGODY